6 najlepszych scen filmowych jakie znam

Każdy z nas ma taki film…

Film, który wdarł się w nasze serce niekoniecznie proszony – miał być niewinną rozrywką a okazał się być traktatem o przemijaniu. Albo taki, którego jedna ze scen tak wielkie wywarła na nas wrażenie, że kilka dni po nim myślimy właśnie o niej, zasypiamy mając ją przed oczami i budzimy się myśląc znów na ten temat. Jeśli znacie te filmy, przypomnicie je sobie, jeśli umknęły Wam w zalewie produkowanych rocznie filmów, polecam Wam je gorąco. Ciekawa jestem też, czy macie swoje ukochane sceny? Jeśli tak, to z jakich filmów?

Gdy byłam młodsza, namiętnie opowiadałam treść ulubionych filmów bliskim.

Ćwicząc zarazem już i tak nadwątloną  innymi wywodami cierpliwość. Podobnie zresztą działa na mnie muzyka.  Czasem konkretni wykonawcy są jednoznacznie zaszufladkowani w zakamarkach  mojej pamięci. Na ten przykład myśląc o The Cure wspominam starszą od siebie dziewczynę o krótkich czarnych włosach i wielkich oczach pociągniętych odważnym smoky eyes.  Wręczyła mi ich kasetę w czasach licealnych.

Lista ulubionych scen filmowych – czym jest?

O ile jednak oczywiste jest tworzenie playlisty ulubionych ścieżek muzycznych do filmów, o tyle nie do końca spełnia ono moją chęć kolekcjonowania scen filmowych. Wielokrotne powracanie przeze mnie do sceny skanowania aktorki w „Kongresie” czy do motywu tańca w „The OA” spowodowało stworzenie playlisty zawierającej ulubione momenty z filmów. Każdy z nich także jest nośnikiem treści, które na mnie mocno wpłynęły  i opowiadają historie bliskie mojemu sercu. Poniżej zamieszczam linki do wybranych scen i ostrzegam, że film z The Oa ( numer jeden ) – może być spoilerem.

 

6. „Życie Adeli rozdział I i II” (2013, reż.  Abdellatif Kechiche )

O filmie tym mogłabym rozmawiać godzinami. Jest on dla mnie piękną opowieścią o miłości człowieka do człowieka. Jest też o tym, czym jest  rana zadana w związku. W tym przypadku jest to miłość między dziewczynami, lecz fakt ten jest dla mnie drugoplanowy, to tylko jedna z możliwości jaka może się przytrafić w życiu. Na tą chwilę numer jeden. Wszystko-sposób prowadzenia kamery, gra aktorska, historia – składają się dla mnie na boleśnie prawdziwy portret młodej dziewczyny, a sposób w jaki została pokazana relacja między nimi jest absolutnie dotkliwy. Scen wyjątkowych jest w nim wiele, lecz ta w której wychodzi na jaw zdrada to mój numer jeden.

5 i 4. Wielkie piękno ( reż. Paolo Sorrentino, 2013 ), The Square ( reż. Ruben Ostlund, 2017 )

Scena, w której mała dziewczynka rzuca się na płótno zmuszona przez rodziców do wykonania performance jest tak symboliczna, że trudno pokusić się o jednoznaczność. To dla mnie metafora dzisiejszego świata sztuki, w którym rynek wyznacza granice tego, co wartościowe, a nawet najbardziej ekscentryczne pomysły przechodzą nieraz sito galeryjnych wytycznych w imię „poprawności politycznej i artystycznej”. W czasach postmodernizmu nic już nie jest tym,czym się wydaje na pierwszy rzut oka.

 

 

Podobny wydźwięk ma scena z  The Square. Performer wprawia w osłupienie publikę zainteresowaną sztuką współczesną zachowując się jak drapieżnik w ciele człowieka. Jakie są granice naszej wygody w kontekście obcowania ze sztuką i kto je wyznacza? Dzisiejszy artysta czy widz? Właśnie takie pytanie stawiają jak dla mnie te dwie sceny, które są „filmem w filmie”.

3. Między Słowami ( reż. Sophia Coppolla, 2003)

Scena wspólnej zabawy na karaoke w centrum Tokio jako zagłuszenie rodzących się emocji między dwójką bohaterów, a następnie rozkoszne milczenie okraszone wspólnym papierosem…mistrzostwo. Nigdy później nie znalazłam w filmie tak cudownie oddanej, niewinnej i głębokiej zarazem. Miłością, która się przydarzyła wbrew okolicznościom, lub może dzięki nim?  Oddaję to pod rozwagę Wam.

2. Kongres ( reż. Ari Folman,2013 )

W tym miejscu chylę czoła cudownej Robin Wright, która w jednej scenie zagrała tysiąc innych, a za pomocą mimiki twarzy ukazała wachlarz możliwości jakie sprezentował jej los za pomocą talentu aktorskiego. Aktorka zostaje zeskanowana, ponieważ zastąpić ma ją w przyszłości awatar, który będzie wiecznie młody. W tym celu prowokowana przez reżysera, musi oddać szereg emocji, aby można było później je wykorzystać w filmie. Pokłony także za muzykę.

 

1.  The OA ( reż. Zal Batmanglij, Brit Marling, 2016 ).

Uwaga! ten tekst i film zawierają spoiler – jeśli chcesz obejrzeć serial, wróć do nich po jego ukończeniu 🙂

Scena ta ma dla mnie osobiste znaczenie. Bardzo przeżyłam masakrę, która wydarzyła się w 1999 w Columbine, w USA. Dwóch uczniów dokonało tam największej w historii strzelaniny w placówkach oświatowych w Stanach. Skierowali oni ogień w niewinnych uczniów, raniąc wielu z nich i pozbawiając życia dwanaście osób. Finał serialu OA jest moją alternatywą tamtych wydarzeń. Pięcioro ludzi uwikłanych we wspólną historię wykonuje taniec (który jest motywem wiodącym filmu ) w chwili zagrożenia życia ze strony młodocianego mordercy. Jej patetyczność widzę dopiero z perspektywy czasu. Nie zmienia to faktu, że był to jeden z najbardziej poruszających finałów jakie znam.

Może Ci się spodobać:

5 komentarzy

  1. Zdecydowanie ulubiony film to "Czekolada". Postać głównej bohaterki dość znacznie oddaje stan w jakim znajduje się pewna wąska grupa społeczna, do której komentator się zalicza. Film ten można rozważać na wielu płaszczyznach i za każdym razem można dostrzec coś nowego. Można go oglądać wielokrotnie. Również na uwagę zasługuje "Amelia" głównie ze względu na nietuzinkowość kontrastu, grę kolorów, jak i wzorową oprawę muzyczną. Z nieco starszej produkcji polecam "Przebudzenia", jeżeli ktoś nie oglądał, bo film głęboki i zmusza do refleksji.

  2. Czekoladę znam, aczkolwiek było to dość dawno,myślę że spróbuję go obejrzeć ponownie, Amelia to uroczy film, o baśniowej atmosferze i zgadzam się z tym, że oprawa muzyczna jest w nim wyjątkowa. Nie znam natomiast "Przebudzeń" i z pewnością nadrobię tę zaległość – dziękuję za rekomendację!

  3. W powyższym zestawieniu, nie może zabraknąć Lalki z 2002 roku. Kitano przenosi nas w samo serce Japonii, aby opowiedzieć o trzech niezwykłych historiach. Historiach, które łączy miłość. Zaryzykuję stwierdzenie, że postaci odgrywają tutaj drugorzędną rolę. Niezwykła jest forma, jaką zaproponował Kitano- dialogi ograniczył do minimum. Film z całą odpowiedzialnością polecam, nie każdy jest w stanie ,,przebrnąć ", ale wychodzę z założenia, że warto spróbować. Refleksje gwarantowane 🙂
    Mały przedsmak –> https://www.youtube.com/watch?v=W-7eNtLia6o

  4. Dzięki Martyna za zabranie głosu! O filmie tym, nie powiem, słyszałam z kilku źródeł. Nie miałam okazji jeszcze obejrzeć nic tego reżysera ale "Lalki są na mojej liście obowiązkowej, ponieważ opinie są bardzo różne, a to zazwyczaj świetnie wróży 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *