Dlaczego mój synek chce zostać kiedyś NIKIM

Gdy odbierałam dzisiaj mojego Synka z przedszkola, jego mina mnie zaniepokoiła

Mamy to czują. Mają to zapisane w swoim DNA. Ta cecha uruchamia się w chwili, gdy słyszą w szpitalnej sali:”Ma Pani Syna”, lub:”Ma Pani Córkę”. Te kilka słów wdziera się w matczyne serce, zmieniając na zawsze znaczenie słów takich jak „głęboki sen”,”spokój” czy „wyluzowanie”.

Dzieje się tak dlatego, że nasze życie zmienia się w tym momencie bezpowrotnie. Głęboki sen najpierw zostanie zarwany przez płacz przestraszonych, wygłodniałych niemowląt. Potem, gdy dzieci są starsze, drżymy o to, by lekka infekcja gardła nie przeistoczyła się w nocy w Najwyższą Z Gorączek, zagrażającą delikatnym organizmom naszych pociech. Dochodzą do tego setki niecierpiących zwłoki wycieczek na nocnik, a potem wyprawy do Tajemniczej Krainy Sedesu.

Kolejną rzeczą odchodzącą wówczas w zapomnienie jest „spokój”. Choć lepiej można by było napisać „spokój ducha”. Bo jak tu zachować spokój ducha, mając świadomość, że klosz stworzony przez nas w domowych pieleszach staje się każdego dnia coraz bardziej ciasny? Wyobrażam sobie to metaforycznie tak – najpierw dzieciątko leży spokojnie w kocyku, obserwując z daleka szkło misternie wybudowanego nad nim naczynia. Gdy jest starsze, zaczyna dociekać, czym właściwie jest ten klosz? Potem zaczyna z ciekawością go dotykać i badać jego strukturę. Gdy jego głowa zaczyna dotykać sufitu wiemy już, że moment roztrzaskania jest bliski. Ręce i nogi naszej pociechy stają się dłuższe i dłuższe, a nogi coraz silniejsze. W końcu latorośl wypełnia je po brzegi. Zwinięta w kłębek opiera głowę na kolanach i wiadomo, że już dłużej nie wytrzyma. Jest to niemożliwe. Musi bowiem stawić czoła rzeczywistości. Musi się wyprostować i iść naprzód, tam gdzie tylko ona chce pójść. Struktura szkła jest już wtedy relatywnie wątła w stosunku do jego postury i moment rozbicia klosza jest błyskawiczny. Spokój odchodzi w zapomnienie. Moment odcięcia pępowiny jest nieunikniony. Dla każdego rodzica następuje w innym momencie i inaczej go zapamiętuje.

„Wyluzowanie”. Śmieję się czasem, że jestem bardzo wyluzowaną mamą

Jestem nią wtedy, gdy kubek kawy ląduje na kanapie. Jestem nią wtedy, gdy moje dzieci jako jedyne chcą biegać na bosaka po średnio czystym piasku. W końcu bywam nią wtedy, gdy moja dwuletnia córka drapie się po brzuszku nie zważając na konwenanse. Robi to bowiem unosząc tiulową sukienkę w samym centrum miasta. To są jednak niuanse. Drobne szczegóły. Detale. Błahostki. Bycie wyluzowanym to powiedzenie sobie:”Aaaa…gdyby tak jutro nic nie kupować rano, leżeć cały dzień w łóżku i powtórzyć sobie wszystkie odcinki Twin Peaks?”. To również stwierdzenie na plaży zalanej słońcem:” Aaaaa…gdyby tak zostać tu dziś do wieczora z butelką Prosecco i przeczytać do końca książkę?”…

Rodzic NIE JEST WYLUZOWANY

On nie tańczy z szampanem w dłoni na pomoście w Sopocie. Przynajmniej nie robi tego w chwili, gdy są z nim dzieci. Jeśli natomiast dzieci są wówczas na weekend u dziadków, trudno tu mówić o „spontanicznej spontaniczności” w zakresie 48 h. Tak jest i kropka. Każdy, kto wmawia sobie, że jest inaczej oszukuje się.

Wraz z tymi pojęciami odchodzącymi w niepamięć w jego DNA zapisują się nowe cechy – jest to między innymi wyostrzony zmysł obserwacyjny. Ten, który podpowiedział mi, że moje dziecko jest dzisiaj jakieś spokojniejsze, bardziej wyciszone i zamyślone. Gdy pani wychowawczyni powiedziała mi, że musi mi opowiedzieć dzisiejszą sytuację, serce mi zamarło:

-W związku z projektem, który szykujemy w przedszkolu, zapytałam dzieci, kim chciałyby być w przyszłości. Synek najpierw powiedział, że chciałby być żółwiem ninja. Zapytałam go więc, jaki chciałby mieć zawód.

-I co odpowiedział? – zapytałam

-Najpierw że lekarzem. Potem powiedział, że NIKIM…Po czym odszedł do stolika i zauważyłam że płacze. Zapytałam dlaczego?

Ja wiedziałam dlaczego. Mój syn odparł:

-Bo ja nie chcę dorosnąć. Chcę być zawsze dzieckiem…

Czułam to. Wiedziałam że jakaś niechciana wizja zajęła dziś jego głowę. Jedno jest pewne – mój synek na razie pyta, co tam jest. Co jest tam daleko, odgrodzone od niego szkłem.

Może Ci się spodobać:

1 komentarz

  1. Wciąż myślę o tym, co powiedział. Czyżby już rozumiał przemijanie? Może dzięki temu lepiej złapie każdą z mijających chwil. Niezwykły.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *