Dzisiaj walczymy o las za blokiem

Dzisiejsze podziały międzyludzkie są wyraźne. Wkradły się między dzieci i rodziców, między znajomych i do instytucji. Dyskusja polityczna nabiera nieprzyjemnego, agresywnego tonu. Długo zastanawiałam się, z czego ona wynika. Bliscy mi ludzie o podobnym kręgosłupie moralnym okazują się kimś dla mnie nowym. Ktoś, kto w życiu kieruje się bliskimi mi normami etycznymi, nagle pochwala zakłamanie i propagandę w myśl zasady „cel uświęca środki”.

W końcu podczas ostatniej długiej rozmowy zrozumiałam, dlaczego nasze drogi nie spotkają się nigdy.

Jestem pokoleniem „Igrek”. Nie pamiętam komunizmu, ani nie zaznałam trwogi czasu wojny. Obcy kapitał nie przeraża mnie. Uznaję fakt, że mój kraj nie jest gospodarczą potęgą i nie spędza mi to snu z powiek. Patriotyzmu nie mieszam z ksenofobią. Nie marzę o powrocie kół gospodyń wiejskich.

Zależy mi na czystym powietrzu i na tym, aby moje dzieci miały pracę, która pozwoli im zaznać wolności. Nie panikuję na myśl o tym, że kiedyś wyjadą z Polski i będą szczęśliwe w Hong – Kongu.

Chciałabym, aby były rozwinięte duchowo, lecz nie chcę, aby religijność kojarzyła im się z instytucjonalizmem.

Uczę je poszanowania przyrody i zbieram z nimi papierki na spacerze. Wiedzą, że Ziemia jest naszym wspólnym dobrem. Nie chcą palić plastiku i wyrzucać pustej butelki po soczku z auta. Chcą segregować śmieci.

Przyszłość jawi się niczym znak zapytania. To trudne czasy. Dwie przeciwstawne siły staczają walkę. Nie wiem co przyniesie jutrzejszy dzień. W głowie kotłują mi się myśli i zaczynam czuć niepokój i zagrożenie. Mam wrażenie, że za ten tekst ktoś zapuka jutro do moich drzwi i zabierze na przesłuchanie. „Dlaczego się pani niepokoi?”, „Czy poczucie zagrożenia powtarza się?”, „Czy pani uważa się za patriotkę?!” „Recepta-wygnać na dalekie stepy, potrzebujemy prawomyślnych, porządnych obywateli”. Mam wrażenie, że polscy politycy zapomnieli o młodych. Chętnie wyprawiają za granicę „światowców” i nie oczekują ich powrotów. To stracone dusze. Dzisiejsze pokolenie urodzone po 1990 roku masowo odchodzi od kościoła. Jeszcze biorą śluby, bo rodzina, bo tradycja ( wpajana przez rodziców ), ale mówią jasno : „Moje dziecko będzie miało prawo wyboru i nie będę go naciskać na ślub kościelny ani na chrzciny”. Co wydarzy się wówczas? Pokolenie „C” ( od angielskich „connect”,”communicate”, „always-clicking” ) szuka autorytetów online. Jest jeszcze w rozkroku między tradycją a nowoczesnością. Ich dzieci może wreszcie staną na własnym gruncie. Co stanie się nowym punktem odniesienia? Jaka ideologia będzie im przyświecać? To pokaże czas, a ja jako ciocia i babcia będę się temu uważnie przyglądać.

Zamieszczam dzisiaj tekst Marty z Gdańska, która jest jedną z bohaterek artykułu „Generacja drobiazgów” ( TP z dn. 12 maja 2019, nr 19 ).

„Były przejściami.Traktowane krokami spod peronów. Sykiem ulicznym, prochem na kołach autobusów. Zgrzytem tramwajów. Konieczne. Żyły w szybach pociągów. Zdeptane gdzieś w kałuży chlapały własne buty. Były sobie ciszą, zaległym kurzem między ustami konfliktu. Abstrakcyjne. Spamiętane datami na zdjęciach sznurowały klisze, by w odległościach zmrużyć rysy swoich historii. By móc pamiętać tylko o pamięci. Jedynie biec. Brudzić suchym nosem sine palce ziemi.

Były wersami. Słownikami na półkach, co świeże od piątku do piątku. Skrótowcami – zaczęły się sprowadzać w ułamki niewłaściwe. Dane na ekranach. Czerwone spojrzenia i zwięzły oddech. Niby jednostki, mniej lub mocniej koślawe kreski, a jednak ciemne masy tuszu. Pluły sobie w dłoń. I łańcuchową reakcją przywierały do innych. Fizycznie. Na uczucia nie znalazły wifi.

Były wieloświatowe, a zbyt drobne, żeby zamknąć drzwi. By otworzyć. Żyć.

Czy miały o co walczyć? Czemu się poświęcać? Wolność łykały jak suplementy, czasem jak przy syropie wybrzydzały, ale zaraz zaoferowano im wolności smaczniejsze, te odpowiednie.

Były kumulacją w totolotku. Milionami zer na liczniku.

A tanga nie potrafiły zatańczyć. Ani przeczytać.

Stagnacja, obojętność, dystans.

Myślały, że tym wygrają. Że niepolityką ugruntują nieskażenie. Że tej ziemi, którą bada suchy nos i sprośny dobrobyt, nic nie usunie spod stóp. Kroków między peronami.

Stały się betonem. Piaskiem w klepsydrach.

Dzieci przedszkoli.

Rewolucjoniści braku.

Pokolenie ostatniej wojny?

Tak będziecie o nas mówić.”

Może Ci się spodobać:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *