Marzenia w kolorze blue

Kiedy miałam osiemnaście lat,dostałam moje pierwsze markowe jeansy. Był to prezent od Mamy Chrzestnej,która postanowiła spełnić moje nastoletnie marzenie z okazji osiągnięcia pełnoletności. Jak dziś pamiętam sklep pełen jeansowych obiektów pożądania w kolorze… właśnie,w jakim kolorze? Ciężko powiedzieć, że to niebieski, bo jego odcieni jest niezmierzona gama.. Błękity, granaty i blade niebieskości dwoiły się i troiły w moich oczach, będąc zapowiedzią długiego i trudnego wyboru.Bo przecież chciałam jeansy a nomenklatura „low waist”,” high waist”jest mi nieznajoma…

-droga Pani, jeansy Lee – czy tak trudno zrozumieć moje życzenie?- moje zdumienie było ogromne.

To był czas, gdy w modzie przodowały biodrówki. Cieszę się że czas ten minął – uważam że dyskryminował on wielką liczbę kobiet, które nie mogły pochwalić się rozmiarem xs, jako jedynym dającym gwarancję idealnie płaskiego brzuszka, oraz brak nieapetycznie wyskakujących boczków. Był to też czas, gdy modne były lekko rozszerzające się ku dołowi spodnie 3/4. Dzisiaj brzmi to jak sądzę co najmniej dziwnie, niemniej tak było. W ten sposób stałam się posiadaczką pierwszych jeansów Lee – biodrówek o fasonie rozszerzających się nieznacznie rybaczek. Chyba nie był to do końca rodzaj jeansów o które mi chodziło, lecz któż odgadnie mechanizmy maszyny konsumpcyjnej? Najważniejszy w tym wszystkim był fakt, że byłam najszczęśliwsza na świecie, a w obawie o doskonały stan mojego podarku, gotowa byłam nie nosić ich, nie prać, a jedynie przyglądać się mu z uwielbieniem.

Obawy moje jak pokazał czas były nieuzasadnione, ponieważ nieuchronny ząb czasu nie chciał ich doprowadzić do stanu niezdatnego do użycia, mnie jednocześnie doprowadzając do szewskiej pasji przy corocznym porządkowaniu garderoby. I tak przechodziły ze mną końcówkę liceum, blednąc nieznacznie do czasu studiów, dzielnie opinały się coraz bardziej na zmianę z kurczeniem w zależności od tego co pokazywała waga. Z koloru szlachetnej ultramaryny przeszły w przygaszony błękit paryski, znosząc trudy wspinaczek górskich i pierwszych imprez w plenerze. Były w stanie znieść nawet trudy powiększającego się brzuszka, osuwając się nieznacznie i ustępując miejsca mojemu rosnącemu synkowi. Ktoś powie że to sentyment, ktoś inny że to urocze, moja szafa jednak ma ograniczoną pojemność. W tę zimę nadszedł ich kres i wylądowały w paczce dla nieznajomego potrzebującego. Biodrówki Leenie przeszły tak wielkiej próby czasu. Uważam że osiągnęły wystarczająco sędziwy wiek jako moja własność,aby przejść w ręce nowego, godnego właściciela… w rozmiarze XS.

Może Ci się spodobać:

3 komentarze

  1. Moja siostra tak ma że jak sobie kupi nową – super rzecz to jej nie nosi, odkłada na półkę i czeka nie wiadomo na co.. Ja jak sobie coś kupię extra to już zaraz chcę to założyć, najlepiej jeszcze w domu:)
    Super blog! Jestem pod wrażeniem w jaki sposób potrafisz nazwać swoje myśli, będę śledzić Twoje słowa i uczyć się od Ciebie. Pozdrawiam
    Ania O

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *