Recenzja książki „Małe życie”

Dziś recenzja książki „Małe życie”. Gdy zostało ono wydane w Polsce, zewsząd dochodziły głosy zachwytów lub krytyki. Postanowiłam wtedy, że poczekam jakiś czas aż hałas wokół książki ucichnie.  Chciałam wyrobić sobie osobistą opinię na jej temat nie kierując się głosami innych czytelników.

 Nie przypominam sobie aby jakaś książka wzbudziła ostatnio tak wiele kontrowersji


Ciekawa byłam, jak jej treść wpłynie na moje odczucia i czy znajdę się w grupie jej zagorzałych fanów czy też przeciwników. Hanya Yanagihara zadebiutowała książką „Ludzie na drzewach”, która zebrała znakomite recenzje w USA. Jej ojciec pochodził z Hawajów, jej matka z Seulu. Wychowała się w Stanach Zjednoczonych w Californii i w Teksasie, lecz kariera połączyła ją z Nowym Jorkiem. To właśnie w Nowym Jorku toczy się akcja powieści „Małe życie”, która przyniosła pisarce światowy rozgłos i uznanie, oraz wywindowała ją na pierwsze miejsca w rankingach na najlepszą powieść roku w znakomitej większości uznanych międzynarodowych konkursów. Wymienię tu między innymi Man Booker Prize, National Book Award for Fiction czy Kirkus Reviews of Books.

W Polsce sprzedała się w nakładzie 146 000 egzemplarzy i była bestsellerem w Empiku

Przytoczę tu cytat z recenzji New Yorkera, który znalazł się na tyle okładki: „Wyśmienita, niepokojąca powieść, która z portretu pokolenia zmienia się w mroczną, choć przepełnioną czułością historię. To poruszające studium ludzkiego okrucieństwa ma bowiem kontrapunkt: pokrzepiającą moc przyjaźni.”

Jej znakomity odbiór jest według mnie ogromnym sukcesem biorąc pod uwagę, iż książka ta nie jest dla każdego 

Jest to opowieść o czwórce przyjaciół, którym towarzyszymy trzy dekady od momentu ukończenia przez nich college. Jude – główny bohater powieści, aspiruje do kariery prawniczej, JB to artystyczna dusza marząca o nowojorskich salonach artystycznych. William jest początkującym aktorem, a Malcolm przyszłym ambitnym architektem. Los nie rozdał im po równo kart, co jak się domyślacie nie pozostaje obojętne w kwestii ich dążeń do spełnienia marzeń. Łączy ich przyjaźń, która jednak nie zawsze pozwala zagłuszyć samotność charakterystyczną dla mieszkańców wielkich miast.

Relacja ta jest opisana w pierwszorzędny sposób, stając się dla mnie mistrzowską, epicką powieścią o sile ludzkich uczuć

Fakt, iż akcja książki toczy się na przestrzeni trzydziestu lat daje nam niezwykłą perspektywę i możliwość śledzenia długofalowych konsekwencji poczynań bohaterów. Najbardziej zagadkową postacią z całej czwórki jest Jude. Od początku jest najbardziej wycofany i tajemniczy. Wraz z rozwojem akcji poznajemy jego historię, ponieważ pojawiają się wątki retrospektywne. Jak się domyślamy, jego przeszłość nie należy do najweselszych. To, co następuje w kolejnych częściach książki, totalnie rozbiło mnie wewnętrznie.

 
 
The Backwards Man in His Hotel Room by Diane Arbus, 1961

Jak wspomniałam wcześniej akcja powieści dzieje się w Nowym Jorku

Muszę tu nadmienić, że jest on mistrzowsko opisany – tętni życiem, pulsuje, „pochłania i wypluwa” kolejnych marzących o życiu w „Wielkim Jabłku”. Tak potocznie nazywają to miasto nowojorczycy. Autorka opisuje go tak szczegółowo, że cały czas czułam się, jakbym wędrowała tymi samymi ulicami co oni, czuła zapach kawy zamawianej w małych kafejkach i uczestniczyła w tych samych wystawach w galeriach sztuki. Szczegółowość opisu dotyczy zresztą również wnętrz w których przebywają, potraw które jedzą i ubrań, które noszą. To wszystko składa się na wyjątkowy portret Nowego Jorku i jego mieszkańców.Przybliża on  realia życia zarówno wziętego prawnika jak i artysty, pokazuje od środka warunki pracy aktora, a także architekta. Dodatkowo poznajemy mnóstwo postaci pobocznych, których sylwetki są barwnie opisywane przez autorkę.
3878 from “Interiors/Motels,” by Todd Hido: Alec Soth, Joel Sternfeld, Todd Hido, Stephen Shore, PL diCorcia

Pomimo wielowątkowości książki, zachowuje ona jak dla mnie nieprzeciętny klimat i urok, który pozwala zatracić się w historii bez reszty

Realizm opisów pozwala nam poczuć się jak mieszkańcy tak podrzędnych studenckich mansard, jak i nowocześnie zaprojektowanych loftów. Poznajemy całą gamę typów ludzkich. Do niektórych pałałam wielką sympatią, inne zaś totalnie mnie odstręczały. Ich korowód jest jednak jedynie tłem dla głównego wątku historii, czyli codziennej wewnętrznej walki głównego bohatera. Jakiego typu jest to zmaganie, musicie dowiedzieć się sami. Ostrzegam, że jej odkrycie przetrwają tylko czytelnicy o mocnych nerwach, którzy nie boją się spotkania z najciemniejszymi zakamarkami duszy człowieka. 

Nigdy wcześniej nie spotkałam się z historią, która w tak dosadny sposób bowiem materializowałaby moje lęki związane z okrucieństwem i bólem, jednocześnie będącą tak piękną i wręcz romantyczną opowieścią o najwznioślejszych ludzkich uczuciach

Przekazuje ona także prawdę związaną z tym, że żaden człowiek, nawet pałający do nas największą miłością, nie zwalczy naszych wewnętrznych demonów jeśli my sami pozwolimy im siać spustoszenie w naszej duszy. 

Poszukując wiadomości na temat autorki po zakończeniu lektury, natrafiłam na ciekawy esej, w którym opowiada ona między innymi o tym, że od 26 roku życia kolekcjonuje fotografię oraz interesuje się sztuką. Kilka z nich posłużyło jej za wizualną inspirację do tekstu. Dla ciekawych odniesień zachęcam do zapoznania z tekstem na stronie www.vulture.com/2015/04/how-hanya-yanagihara-wrote-a-little-life.html. Pozwalam sobie także zamieścić trzy z nich. Ma, nadzieję iż natchnęłam do sięgnięcia po „Małe życie” wszystkich, którzy do tej pory tego nie zrobili.

 

Boys in the Band by Geoffrey Chadsey, 2006

 

 

 

 

Może Ci się spodobać:

7 komentarzy

  1. Świetna recenzja, fascynujące wprowadzenie, które mnie zaintrygowało. Owszem- trochę się obawiam zagłębić w te mroczne obszary…ale jeśli nie dzisiaj, to kiedyś spróbuję. Nie można przecież zawsze uciekać przed demonami . Pisz dla nas częściej,inspiruj i zachęcaj.
    Gdyby więcej takich recenzji docierało do potencjalnych odbiorców, zapewne czytelnictwo miewałoby się lepiej…

  2. Panidoktorowo,napiszę krótko,że tę własnie recenzję powinni umieścić od The New Yorker po każdą witrynę księgarni w której sprzedawane jest „Małe życie”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *