„Tully” – czy drzemie w każdej z nas?


Twarz Charlize Theron oklejona dziecinnymi naklejkami jako plakat filmu Tully zaciekawił mnie od początku. Wcześniej w sieci przewijały się zdjęcia metamorfozy, której aktorka dokonała na potrzeby nowego filmu. Plotkarskie serwisy uwielbiają takie tematy.

Wynika to prawdopodobnie z faktu, że wielu ludzi lubi gdy piękne kobiety nagle zamieniają się w brzydactwa, a urodowe ideały z wyszukiwarki google ukazują zwyczajne i nieukoloryzowane oblicza

Dlaczego tak się dzieje? Może powoduje to podwyższenie samooceny, może ciekawi nas jak bardzo można zniekształcić piękno – nie wiem. Jedno jest pewne, o metamorfozie Charlize Theron mówiło się jak internet długi i szeroki. Nagłówki krzyczały : ”Takiej Charlize Theron nie znaliście!”.

Niespecjalnie mnie to interesowało, ponieważ znam Charlize Theron z kilku wcześniejszych produkcji i wiem jak doskonale potrafi wcielić się w postać na potrzeby filmu ( mam na myśli m.in. film “Monster” czy “Kobieta na skraju dojrzałości” ). Podejrzewam jednak, że ta przemiana przywiodła wiele osób do kin. W filmie do którego chcę Was zachęcić poznajemy historię matki dwójki dzieci, która spodziewa się narodzin trzeciej pociechy. To przeciętna Amerykanka, mama jakich wiele, kobieta porwana przez wir życia po trzydziestce. Nie wiemy jaka była jej wcześniejsza historia. Reżyser delikatnie sugeruje na początku, że w młodości Marlo była wyzwoloną i niestroniącą od eksperymentów postacią. Śledzimy natomiast jej początki jako matki trzeciego dziecka.

Nie jest jej lekko, ponieważ jedno z dzieci nie należy do przeciętnych, a niezrozumienie otaczających ją bliskich nie upraszcza dostosowania się do nowej, wymagającej sytuacji

Zatroskany brat zaniepokojony stanem notorycznego przemęczenia siostry, oferuje jej pomoc w formie zatrudnienia tzw. “nocnej niani”.

To osoba czuwająca nad snem niemowlęcia, przewijająca je w nocy i donosząca je na karmienie do śpiącej mamy. Początkowo nieufna wobec snobistycznego pomysłu Marlo ostatecznie zgadza się na pomoc, gdy zmęczenie zaczyna utrudniać jej normalne funkcjonowanie. Wówczas w drzwiach stawia się tytułowa Tully, młoda dziewczyna, która wraz z nonszalancko ułożonymi włosami i szerokim uśmiechem wprowadza powiew świeżości w życie mamy.

Powyższy skrót był wszystkim co wiedziałam o filmie i takie samo wprowadzenie otrzymacie w trailerze. Nie miałam natomiast pojęcia o tym, jak poruszający seans mnie czeka.

Przymiotniki jakie przychodzą mi do głowy gdy myślę o Charlize Theron w tym filmie brzmią:”niewyspana”, “umęczona” i  “smutna”

W tym poruszającym portrecie macierzyńskiego trudu zdołała jednak być jednocześnie silna, kochająca i refleksyjna. Choć film obfituje w obrazy, które przedstawiają chwile absolutnego braku prezencji i rezygnacji wizerunkowej zmęczonej mamy, zachowuje przy tym niezwykłą dostojność. Może właśnie ta dostojność poświęcenia dla dziecka jest czymś, co najbardziej uderzyło mnie w bohaterce.

Ten film bowiem nie jest o wyświechtanych hasłach typu “nie bójmy się prosić o pomoc gdy jest nam źle”. To portret bohaterstwa i heroizmu każdej mamy. Nie tylko tej biegającej na zajęcia umuzykalniające z czteromiesięcznym bobasem, lecz także tej, która bezsilnie patrzy na smartfon i przez nieuwagę spada jej on wprost do dziecinnego łóżeczka. To portret kobiety, która czuje nieubłaganie upływający czas i resztkami sił chciałaby w sobie wskrzesić beztroskę i lekkość sprzed dekady. Ucieleśnieniem lekkości jest tu Tully, która swoją witalnością rozjaśnia domowe pielesze Marlo. W tej roli McKenzie Davis na którą zwróciłam uwagę już za sprawą odcinka Black Mirror “Sanjunipero”, oddała z siebie cały wdzięk i ciepło jakie tylko ona może dać. Jest roześmiana, pozbawiona trosk i ciężaru odpowiedzialności, ubrana niezobowiązująco i tak jak ma ochotę.

W jeansowych ogrodniczkach wpada do domu zmęczonej mamy i tuli niemowlaka, nie martwiąc się o masę obowiązków czekających na nią następnego dnia

Ma bujne życie towarzyskie, imprezuje i robi wszystko to, na co rodzic małych dzieci nie ma czasu i co wyrzuca z głowy i pamięci. Bo po co też miałby pamiętać o beztrosce? Czy na zawsze jednak musi ją odłożyć na zakurzone półki niepamięci? On wręcz nie może tego zrobić! Czy nie jest naszym obowiązkiem jako mam, ojców, zachować w sobie odrobinę szaleństwa? Czy nie powinniśmy go pielęgnować w naszym partnerze? Jak możemy sprawić, by nie pochłonęła nas machina rodzicielskich powinności?

Tully nie stawia jasnych odpowiedzi. Nakierunkowuje, lecz nie podsuwa środków. Przypomina o tym, że jako partnerzy musimy patrzeć na siebie z uważnością i czułością. Mówi także o tym, żeby nie wpaść na orbitę “dziecko”, która chętnie wtłacza nas w schemat społecznych oczekiwań.

Bycie rodzicem to jedna z najbardziej wymagających roli, którą pisze dla nas życie. Łatwo się w nich zatracić i skryć pod maską poprawności

Istnieją ludzie, które doskonale odnajdują się w schemacie i ochoczo kroczą ścieżką oczekiwań otoczenia. Starają się nie narzekać, chować frustracje i zamalowywać nieprzespane noce makijażem. Są też kobiety, którym nie jest do końca wygodnie z trudami macierzyństwa. Gnębi je tęsknota za niespełnionymi aspiracjami i wolnym czasem. Tęsknią za beztroską i chwilowym szaleństwem. Na ile jest to to naturalna kolej rzeczy, a kiedy staje się utrapieniem utrudniającym wstawanie każdego dnia?
Obejrzyjcie ten film z ukochanym, z przyjaciółką, z kimś kto oczekuje dobrego obyczajowego filmu z suspensem. Choć wstęp wydaje się typowy, jego finał naprawdę zaskakuje i daje do myślenia.

Może Ci się spodobać:

4 komentarze

  1. Obejrzę, teraz już obejrzę. Gdzieś mi się kiedyś przewinął ten tytuł, ale zbagatelizowałam pozytywne recenzje. Życie zbagatelizowało.

  2. Pani Doktorowa, liczę na odniesienie się do wczesniejszego mojego wpisu, bo nie wiem czy możliwości technologiczne formatu tego bloga przypomną Pani o skromnej notatce. Blog powinien być wyzwaniem intelektualnym podjetym wobec czytelników. A do tego potrzebna jest jakakolwiek interakcja. Przy dzisiejszym zalewie treści, jakikolwiek feedback do twórcy to docenienie. Moim docenieniem był wpis, prowokacją do uznanania potencjału intelektualnego twórcy, nie daj mi się mylić, pozwól ocenić 😉

  3. Pani Doktorowa, liczę na odniesienie się do wczesniejszego mojego wpisu, bo nie wiem czy możliwości technologiczne formatu tego bloga przypomną Pani o skromnej notatce. Blog powinien być wyzwaniem intelektualnym podjetym wobec czytelników. A do tego potrzebna jest jakakolwiek interakcja. Przy dzisiejszym zalewie treści, jakikolwiek feedback do twórcy to docenienie. Moim docenieniem był wpis, prowokacją do uznanania potencjału intelektualnego twórcy, nie daj mi się mylić, pozwól ocenić 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *