Wełniany sweter i przezroczysta spódnica – czy to gra?

Jakiś czas temu przyjaciółka pożyczyła mi piękną czarną spódnicę z organzy wyszywanej w kwiaty, z ciemną halką pod spodem. Stwierdziła, że może ja znajdę na nią jakiś pomysł. Biorąc pod uwagę, że moje życie nie składa się z wystawnych bankietów i „ścianek” powątpiewałam, czy jestem najlepszą adresatką tego typu kreacji. Wyobrażałam sobie, że będzie do niej pasował przylegający czarny golf i proste czarne szpilki. Jakiś czas później, gdy październik rozgościł się na dobre w kalendarzu, trafiła ona znowu w moje ręce, przywodząc na myśl letnie sukienkowe tęsknoty.

Po chwili jednak oczyma wyobraźni ujrzałam ją w zupełnie nowym świetle – uwieńczoną długimi, koniakowymi botkami i ciężkim wełnianym swetrem. 

 

 

 

Niewiele się zastanawiając, trafiłyśmy w tym zestawie – czarna spódnica z organzy i ja, czyli pożal się boże modelka i autorka tego tekstu, prosto w serce deszczowego lasu, bo choć wyobrażałam sobie polną scenerię, pogoda tego dnia miała zupełnie inne wobec nas plany. Jedynym wyjściem z sytuacji było ukrycie się pod koronami drzew.

Wełniany sweter jest moim zeszłorocznym łupem z second handu. Kiedy byłam jeszcze szaloną licealistką i studentką, polowania w nich  były moim konikiem, a wręcz sposobem na odstresowanie i puszczenie modowych wodzy fantazji. Odkąd jestem mamą dwóch najcudowniejszych pochłaniaczy czasu i moja doba okazała się nie aż tak rozciągliwa, zaglądam tam rzadko i od święta, zazwyczaj po zmotywowaniu przez ulubione blogerki, które natrętnie pukają w zamknięte matczyną troską drzwi lumpeksowego myśliwego i nakłaniają mnie do łowów. Najbardziej w tym temacie przekonują mnie poszukiwania wełnianych swetrów,które jak wiadomo i kupić i znaleźć jest niezmiernie trudno.

Ten, który mam na sobie, to perełka.

Czekał na mnie pewnego zimowego dnia cierpliwie i przysięgam że miałam tego listopadowego popołudnia pół godziny na wstąpienie do sklepu i dokładnie tyle zajęło mi dojście do niego, skierowanie się do wieszaka ze swetrami, uchwycenie z niedowierzaniem jegomościa, rzut oka na skład, przymiarkę i tryumfalne wyjście z łupem.

Ale takie sytuacje są w second-handach jak wiemy,niezmiernie rzadkie.  Pomimo tego warto szukać w tam swetrów, bo prawdziwa wełna grzeje, nie powoduje pocenia i wręcz idealnie reguluje temperaturę ciała.

Swetry są bardzo stylową podstawą stylizacji w zimne pory roku,mogą być noszone i do szpilek i do botków, do sztybletów i do martensów. 

To świetny basic. Mój jest akurat beżowy, ale marzy mi się czarny, najepiej z grubo plecionymi warkoczami.

Kurtka skórzana, botki i torebka to  moje jedyne dodatki w brązie,więc wybrałam je, aby nawiązać do koloru swetra i butów i spiąć zestaw przysłowiową klamrą kolorystyczną. To połączenie wydawało mi się odważne, ale czerń  spódnicy równoważy jej delikatność na tyle, że nie gryzą się ciężary tkanin.

A Wy co uważacie o takim zestawieniu?

 

 

 

kurtka Pull and Bear,  spódnica Mohito,  sweter second hand, torebka no name,  buty Venezia

Może Ci się spodobać:

4 komentarze

  1. Z praktycznego punktu widzenia, skład surowcowy odzieży jest bardzo ważny. Więc po przeczytaniu tego wpisu cieszy fakt roztropności kobiet, że świadomie wybierają "zdrową" odzież w czasach "plastic is fantastic". Jak buty, to skórzane by stopa oddychała, dla dorosłych najlepiej ręcznie robione na wymiar, a dla dzieci którym stopy rosną wybierać buty z atestem, by stopa nie ulegała deformacji. Pozostała odzież, szczególnie przylegająca do ciała, powinna być wykonana w 100% z naturalnych włókien, np. z bawełny. Co do odzieży wierzchniej powinna rządzić bawełna czy wełna, acz latem również len, czy odzież konopna.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *