Black Mirror i filmowy obraz “rodzica – helikoptera”

Mało jest nakręconych filmów o rodzicielstwie w stylu, który by mnie nie mierził. Jest albo za słodko, albo patologicznie, albo zbyt sentymentalnie. Sama się na tym łapię. Nieraz staram się napisać na bloga jakiś tekst o dzieciach. W trakcie pisania o nich w źrenicach rozbłyskują mi serduszka i wyglądam niczym postać z anime. Wlepiam ślepia w ekran, a z oczu płyną mi łzy. Pogodziłam się z tym i składam na karb znikomego doświadczenia pisarskiego.

Filmy i seriale ochoczo powielają stereotypy na temat rodzicielstwa

Pierwszy z nich to stereotyp rodzicielstwa mesjanistycznego. Rodzice poświęcają się dzieciom bez reszty. Matka zazwyczaj nie pracuje zawodowo, gotuje wytrawne obiady i z pobłażaniem traktuje męża wygłaszającego monologi z poziomu kanapy. Nie ma swoich zainteresowań ani pasji. Dzieci są centrum jej świata. Całe życie toczy się w salonie, a wszystkie perypetie domowników są omawiane przy wystawnej kolacji – oczywiście przygotowanej przez kobietę. Zresztą co miałaby robić innego – sprzątanie tego bajzlu zajmie jej następne dwie godziny. I tak byle wytrwać do rana, do zrobienia śniadania.

Drugi biegun rodzicielstwa filmowego to ten, gdzie rodzice udają iż wychowywanie dzieci dzieje się „przy okazji”

Realizują swoje fantazje seksualne, zdradzają się i godzą lub nie, a tymczasem dzieci sobie rosną, odrabiają same lekcje, gotują obiady i dokonują ważnych życiowych wyborów. Mało w tych historiach prawdy o byciu rodzicem.

Może dlatego, że nie jest ona taka filmowa. W rzeczywistości bowiem składają się na nią nieprzespane noce, poczucie bycia niezastąpionym tu i teraz, koniec beztroski i nowo narodzony lęk o to wszystko, co dzieje się bez naszego udziału. Sama mam małe dzieci i na razie ogarniam ich planety, lecz skłamałabym mówiąc, że nie boję się o wszystko co będzie potem.

Skłamałabym mówiąc, że nie czuję czasem ścisku żołądka na myśl o tym, że moje dzieci będą kiedyś, gdzieś TAM same

TAM, gdzie szybko jeżdżą samochody i nie ma przejścia dla pieszych, TAM gdzie dorośli nie mają zawsze dobrych zamiarów, TAM gdzie ktoś kogoś bije, gdzie jest ciemno i mrok a wszyscy dookoła kaszlą i biorą dragi. Ten lęk nie jest fajny, to nie jest uczucie z tych budujących. Wstawiłabym je najchętniej na tą samą półkę na której stoi toksyczna zazdrość. Bo ono wypala. Gdy jego macki zaczynają oplatać duszę, tylko krok dzieli nas od stania się rodzicem nieznośnym, rodzicem nieufnym i przestraszonym. Taki rodzic w psychologii nazywany jest rodzicem – helikopterem. Rodzic helikopter próbuje obronić dziecko przed całym złem tego świata. Stoi na straży o każdej godzinie dnia i nocy osaczając je swoją nadopiekuńczością.

Wyrządza dziecku krzywdę stwarzając z niego bezbronną istotę, kompletnie nie potrafiącą się odnaleźć w rzeczywistości. Nie słucha tego, co próbuje przekazać jego latorośl. Z szybkością światła wyprzedza jego ruchy i rzuca mu pod nogi symboliczne poduszki. Nie pozwala mu podejmować własnych decyzji i ponosić ich konsekwencji. Na wypadek gdyby dziecko miało upaść, to na miękkie.

Odcinek z serii Black Mirror o tytule “Arkangel” ( dostępny na platformie Netflix, sezon 4 ) kompletnie mnie rozbił wewnętrznie

Jest nakręcony tak dobrze, że aż odczułam go fizycznie. Tutaj niepokój matki o własne dziecko każdym kadrem na nas się wylewa. Historia jest tak możliwa, że przeraża. Zastanowiło mnie to, ilu z nas byłoby gotowych na wszczepienie implantu własnemu dziecku, aby w razie zagubienia mogło je szybko znaleźć? Biorąc pod uwagę, że umożliwiałby on oglądanie rzeczywistości oczami dziecka na tablecie w trybie “live”…Ilu z nas byłoby gotowych ne lekkie ustępstwa moralne w myśl zasady, że “cel uświęca środki”? Analizując historie opowiadane przez znajomych uwierzcie mi, że wielu rodziców skusiłoby się. Zrobiliby to, bo nasze dzieci są dla nas wszystkim. Dla nich żyjemy, dla nich pracujemy, one są naszą dumą i źródłem radości. Gdzie w tym wszystkim jest człowiek i jego wolna wola? Gdzie w tej chęci kontroli gubi się tajemnica dziecięcych sekretów i odkrywania świata na własną rękę? Czy tacy rodzice są ofiarą mass-mediów?

Będąc codziennie atakowanym przez wszystkie źródła informacji o wypadkach zaczynamy mieć zakrzywiony obraz rzeczywistości, a każda próba ochrony dzieci przed światem zaczyna być pociągająca. Co według mnie możemy zrobić? Żyjmy i dajmy żyć dziecku. Pozwólmy mu przestraszyć się wielkiego psa i uczmy go wspinać się po wysokich drabinkach. Im więcej takich doznań będzie miało przy nas, tym więcej będziemy mu mogli wytłumaczyć. Niech pozna przy nas całą feerię emocji, także tych mniej przyjemnych, bo przecież piękno życia to nieokiełznana mieszanka uczuć. Skaleczone kolano opatrzymy, gorzej być może ze skaleczeniem duszy.

Polecam każdemu rodzicowi „Arkangel”. Niewtajemniczonym dodam, że każdy z odcinków „Czarnego Lustra” stanowi niezależną całość.

 

Może Ci się spodobać:

4 komentarze

  1. Cudownie się to czyta. To prawda, żyjmy i dajmy żyć dziecku. Obserwujemy jak odkrywa świat i pozwólmy, aby poznało różne strony życia, te dobre i złe 🙂

  2. A mnie ten wpis skłonił do przemyśleń o własnym dzieciństwie i okresie dorastania. Były i imprezy i msze święte, obiady u babci i wyjazdy do Norwegii „na dziko” do pracy… kwestie bezpieczeństwa rodzice umieli zdrowo wypośrodkować. Kiedy w wieku 20 lat usłyszałam od ówczesnego chłopaka – „co ty mała wisz o życiu? Przecież rodzice trzymali nad tobą całe życie parasol ochronny!”. Wkurzyło mnie to. Ale może coś w tym jest? Bo Rodzice boja się nie tylko fizycznie o dzieci, boją się także ich porażek. Ponadto sami są dla nas przykładem, z nich tak czy inaczej czerpiemy. Dziś Bardziej niż strach o wypadek. doskwiera mi nie tak duża jak bym chciała wiara w siebie. I choć rodzice zawsze mnie dopingowali to widziałam, jak np. moja Mama często nie wierzy w swoje możliwości, boi się ryzyka, jest bardzo ostrożna. Dziś mam podobnie, a świat jak wiadomo „należy do odważnych”.

    1. Hmm…ciekawe jest to co mówisz.. tutaj jeszcze dochodzi kwestia wzoru jakim jest dla nas mama…To chyba kolejny temat na przemyślenia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *