Buntowniczki głośno krzyczą

Opowieść biograficzna o Mary Woollstonecraft i jej córce Mary Shelley czyta się wyśmienicie

Mogę ją zaliczyć do powieści awanturniczych, biograficznych i psychologicznych jednocześnie z historią w tle. Autorka Charlotte Gordon postanowiła przeplatać wątki z życia matki i córki umożliwiając czytelnikowi odnalezienie analogii i sprzeczności w tych dwóch życiorysach.

Nie każdy wie, że Mary Wollstonecraft, ta XVIII-wieczna pisarka oraz prekursorka feminizmu nie zaznała długich uroków macierzyństwa. Zmarła tuż po urodzeniu córki Mary Shelley, która do końca życia będzie propagatorką spuścizny matki i sama zostanie pisarką ( jej najsłynniejsze dzieło to „Frankenstein” ). Tekst jest bogaty w cytaty z rozpraw ówczesnych filozofów i myślicieli, jak również wypisów z listów i pamiętników kobiet.

Opowieść o tych dwóch kobietach to barwna podróż przez epoki, obfita w opisy Londynu, rewolucyjnego Paryża czy Szwajcarii. W jej tle pojawia się m.in. poeta Byron, filozof i pisarz Jean-Jacques Rousseau, a także brytyjski pisarz i myśliciel Thomas Paine. To niezwykła opowieść o początkach ruchu feministycznego i myśli za nim idącej. Dowiadując się o sytuacji ówczesnych kobiet zaczynamy pojmować wielki wkład jaki miały feministki w naszą dzisiejszą sytuację. Wystarczy wspomnieć, że w XVIII w. kobiety wychodząc za mąż stawały się własnością męża, nie mając żadnych praw również jako matki. Kobiety pragnące uciec przed przemocą domową nie mogły zabrać ze sobą dzieci i często trafiały do szpitali psychiatrycznych lub stawały się bezdomne. Jednocześnie zamążpójście było praktycznie jedynym gwarantem bezpieczeństwa i pozycji społecznej. Stare panny mogły za minimalne wynagrodzenie opiekować się cudzymi dziećmi lub być damami do towarzystwa.

Dziewczęta nie uzyskiwały odpowiedniej edukacji, w zamian ucząc się minuetów i dobrych manier

Trudno się dziwić takiemu stanowi rzeczy, skoro sam Jean-Jacques Rousseau pisze tak :

 Toteż całe wychowanie kobiet winno mieć na względzie mężczyznę i jego potrzeby. Podobać się mężczyźnie, być dla niego pożyteczną, zyskiwać jego miłość i szacunek, wychowywać, póki jest młody, opiekować się nim, kiedy dorośnie, wspomagać go swoją radą, pocieszać w smutku, słowem, uczynić mu życie słodkim i przyjemnym-oto obowiązki kobiety po wsze czasy. Do nich powinna się zaprawiać od kolebki.

Intelektualny wkład Mary Wollstonecraft był nieoceniony, a jej postawa iście bohaterska i wywrotowa. Przeciwstawiła się prawie wszystkim ówczesnym społecznym konwenansom kierując się głosem serca i rozumu jednocześnie. Nawet z punktu widzenia współczesnej kobiety wiele jej uwag i spostrzeżeń wydaje się wywrotowymi i aktualnymi po dzisiejszy dzień. Zdaniem Mary największą tragedią było to, że ani mężczyźni, ani kobiety nie widzieli nic złego w tym, jak w ich kulturze postrzega się kobiecość. Oto co pisało ona o współczesnych sobie damach:

W ich piersiach miłość zajmuje miejsce każdej szlachetniejszej namiętności: ich jedyną ambicją jest być pięknymi, aby wzniecać porywy uczuć, zamiast wzbudzać szacunek. Zaś to nędzne pożądanie, niczym służalczość w monarchiach absolutnych, niszczy całą siłę charakteru. Wolność jest matką cnoty, i jeśli kobiety są z przyrodzenia niewolnicami, którym nie wolno oddychać świeżym, ożywczym powietrzem swobody, tedy zawsze już będą schnąć jak egzotyczne kwiaty, te piękne skazy natury.

Mary Shelley dość szybko poznała mężczyznę, z którym spędziła życie.

W przeciwieństwie do matki, młodzieńcza miłość była ogromnym imperatywem w życiu

Jak jednak przystało na dziedziczkę spuścizny Wollstonecraft, kierowała się wolą życia według własnych zasad, co uwikłało ją m.in. w przedziwny trójkąt miłosny. Jak przystało romantyczce, jej związek był trudny i obfitował w wiele zwrotów akcji, co jak mam wrażenie sprawiło jej wiele cierpienia. Ta historia pokazuje wg mnie złożoność tematu feminizmu. Mary Wollstonecraft była w stanie się poświęcić pracy twórczej, gdyż dość późno jak na tamte czasy urodziła córki. Jak potoczyłaby się jej kariera naukowa, gdyby inaczej potoczyłoby się jej życie? Prawdopodobnie wcześniejsze urodzenie dzieci skomplikowałoby jej ten stan rzeczy, gdyż z pensji pisarki i publicystki ledwie byłoby ją stać początkowo na skromne mieszkanie.

W mojej ocenie macierzyństwo w jego pierwszym stadium jest okresem w którym kobieta wymaga szczególnej troski i w idealnym świecie każda z nas powinna mieć zapewnione ku temu warunki

Świat zmierzający ku prostolinijnemu wyrównaniu oczekiwań względem kobiet i mężczyzn nie jest w mojej ocenie niczym dobrym, gdyż różnimy się pod względem biologicznym i w związku z tym nie poprę nigdy feministycznych ekstremistek. Odnoszę wrażenie, że nie o takie ideały jakie są dzisiaj przez nie głoszone walczyły kobiety miary Mary Wollstonecraft. Dotarłyśmy do momentu, w którym rewolucja zaczyna zjadać własne dzieci, a wszelkie niegdysiejsze cnoty i ideały zostają poddane w wątpliwość. Kobiety oddające się macierzyństwu to „małomiasteczkowe kury”, a te pragnące kariery i spełnienia ambicji to „babochłopy”. Mnóstwo w tych buntowniczych krzykach hałasu, lecz mało uniwersalnych wartości. We wszystkim natomiast według mnie potrzebny jest umiar i chłodna analiza oraz maksymalnie rozumowe podejście.

Wszystkim szukającym wartościowych źródeł feminizmu polecam książkę „Buntowniczki”, a wraz z nią refleksję nad tym, jaka dzisiaj jest jego kondycja.

 

 

 

Może Ci się spodobać:

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *