Dzisiaj walczymy o las za blokiem

Dzisiejsze podziały międzyludzkie są wyraźne. Wkradły się między dzieci i rodziców, między znajomych i do instytucji. Dyskusja polityczna nabiera nieprzyjemnego, agresywnego tonu. Długo zastanawiałam się, z czego ona wynika. Bliscy mi ludzie o podobnym kręgosłupie moralnym okazują się kimś dla mnie nowym. Ktoś, kto w życiu kieruje się bliskimi mi normami etycznymi, nagle pochwala zakłamanie i propagandę w myśl zasady „cel uświęca środki”.

W końcu podczas ostatniej długiej rozmowy zrozumiałam, dlaczego nasze drogi nie spotkają się nigdy.

Jestem pokoleniem „Igrek”. Nie pamiętam komunizmu, ani nie zaznałam trwogi czasu wojny. Obcy kapitał nie przeraża mnie. Uznaję fakt, że mój kraj nie jest gospodarczą potęgą i nie spędza mi to snu z powiek. Patriotyzmu nie mieszam z ksenofobią. Nie marzę o powrocie kół gospodyń wiejskich.

Zależy mi na czystym powietrzu i na tym, aby moje dzieci miały pracę, która pozwoli im zaznać wolności. Nie panikuję na myśl o tym, że kiedyś wyjadą z Polski i będą szczęśliwe w Hong – Kongu.

Chciałabym, aby były rozwinięte duchowo, lecz nie chcę, aby religijność kojarzyła im się z instytucjonalizmem.

Uczę je poszanowania przyrody i zbieram z nimi papierki na spacerze. Wiedzą, że Ziemia jest naszym wspólnym dobrem. Nie chcą palić plastiku i wyrzucać pustej butelki po soczku z auta. Chcą segregować śmieci.

Przyszłość jawi się niczym znak zapytania. To trudne czasy. Dwie przeciwstawne siły staczają walkę. Nie wiem co przyniesie jutrzejszy dzień. W głowie kotłują mi się myśli i zaczynam czuć niepokój i zagrożenie. Mam wrażenie, że za ten tekst ktoś zapuka jutro do moich drzwi i zabierze na przesłuchanie. „Dlaczego się pani niepokoi?”, „Czy poczucie zagrożenia powtarza się?”, „Czy pani uważa się za patriotkę?!” „Recepta-wygnać na dalekie stepy, potrzebujemy prawomyślnych, porządnych obywateli”. Mam wrażenie, że polscy politycy zapomnieli o młodych. Chętnie wyprawiają za granicę „światowców” i nie oczekują ich powrotów. To stracone dusze. Dzisiejsze pokolenie urodzone po 1990 roku masowo odchodzi od kościoła. Jeszcze biorą śluby, bo rodzina, bo tradycja ( wpajana przez rodziców ), ale mówią jasno : „Moje dziecko będzie miało prawo wyboru i nie będę go naciskać na ślub kościelny ani na chrzciny”. Co wydarzy się wówczas? Pokolenie „C” ( od angielskich „connect”,”communicate”, „always-clicking” ) szuka autorytetów online. Jest jeszcze w rozkroku między tradycją a nowoczesnością. Ich dzieci może wreszcie staną na własnym gruncie. Co stanie się nowym punktem odniesienia? Jaka ideologia będzie im przyświecać? To pokaże czas, a ja jako ciocia i babcia będę się temu uważnie przyglądać.

Zamieszczam dzisiaj tekst Marty z Gdańska, która jest jedną z bohaterek artykułu „Generacja drobiazgów” ( TP z dn. 12 maja 2019, nr 19 ).

„Były przejściami.Traktowane krokami spod peronów. Sykiem ulicznym, prochem na kołach autobusów. Zgrzytem tramwajów. Konieczne. Żyły w szybach pociągów. Zdeptane gdzieś w kałuży chlapały własne buty. Były sobie ciszą, zaległym kurzem między ustami konfliktu. Abstrakcyjne. Spamiętane datami na zdjęciach sznurowały klisze, by w odległościach zmrużyć rysy swoich historii. By móc pamiętać tylko o pamięci. Jedynie biec. Brudzić suchym nosem sine palce ziemi.

Były wersami. Słownikami na półkach, co świeże od piątku do piątku. Skrótowcami – zaczęły się sprowadzać w ułamki niewłaściwe. Dane na ekranach. Czerwone spojrzenia i zwięzły oddech. Niby jednostki, mniej lub mocniej koślawe kreski, a jednak ciemne masy tuszu. Pluły sobie w dłoń. I łańcuchową reakcją przywierały do innych. Fizycznie. Na uczucia nie znalazły wifi.

Były wieloświatowe, a zbyt drobne, żeby zamknąć drzwi. By otworzyć. Żyć.

Czy miały o co walczyć? Czemu się poświęcać? Wolność łykały jak suplementy, czasem jak przy syropie wybrzydzały, ale zaraz zaoferowano im wolności smaczniejsze, te odpowiednie.

Były kumulacją w totolotku. Milionami zer na liczniku.

A tanga nie potrafiły zatańczyć. Ani przeczytać.

Stagnacja, obojętność, dystans.

Myślały, że tym wygrają. Że niepolityką ugruntują nieskażenie. Że tej ziemi, którą bada suchy nos i sprośny dobrobyt, nic nie usunie spod stóp. Kroków między peronami.

Stały się betonem. Piaskiem w klepsydrach.

Dzieci przedszkoli.

Rewolucjoniści braku.

Pokolenie ostatniej wojny?

Tak będziecie o nas mówić.”

Może Ci się spodobać:

6 komentarzy

  1. To jeden z lepszych Twoich tekstów, przynajmniej dla mnie, lubię go czytać. Przeczytam parę razy, by mieć pewność co o nim myślę, bo pamiętam że pamięć zawsze jest inna w zależności od czasu odwołania się do niej, wyciągnę średnią i będę mógł mieć większą pewność do mojej opinii, że właśnie ta jest obiektywna 😉
    Jak dla mnie, tekst odwołuje się do emocji, bo są różne postawy, różne poglądy i filozofie, ale zazwyczaj spowodowane są stanem, jakim jest emocja. Bo jaką miarą możemy mierzyć słuszność poglądu, wg mnie tylko liczbowo, statystycznie. A więc czy przy jakiejkolwiek dyskusji merytorycznej pytamy o badania, statystyki… Praktycznie nigdy, mało kto jest w stanie dowieść racji swoich poglądów za pomocą liczb, matematyki. W swojej pracy rozmawiam z wieloma ludźmi, próbuję to wykorzystywać w życiu prywatnym. Tłumaczę że w zasadzie tacy sami ludzie mają kontrastowe przekonania polityczno-spoleczne i decyduje o nich punkt odniesienia w danej czasoprzestrzeni, gdzie linia trendu zadecydowała o swoim losie. Człowiek to zbiór nawyków i mądrzejsza małpa, dla której lepiej byłoby nie schodzić z drzewa. Dlatego warto próbować oszukać swoją naturę i emocje. Lubię myśleć o tym, co jest zgodne z aktualnym stanem wiedzy, że wszyscy jesteśmy zrodzeni z gwiazd, po angielsku brzmi to lepiej, we are all made of stars😉 jak w utworze Mobiego. To pomaga zrozumieć geja, narodowca, kosmopolitę, katolika. Emocje są źródłem nieszczęścia człowieka, bo nawet najlepsza z nich, miłość, potrafi niszczyć. Ale człowiek bez emocji, jest tylko komputerem, a do tego dąży nowe pokolenie (im więcej posługujemy się liczbami, tym bardziej nimi jesteśmy).

  2. Hej,
    Chociaż nie wiem czy ten blog jeszcze żyje, może piszę do siebie, co jest osobliwe w internecie, ciekawa forma samotności w tłumie 🙂
    Odpisuję późno na posty (długo po ich publikacji), bo sporo czytam/słucham w internecie (ostatnio wygrywa youtube, niesamowita kopalnia wiedzy i inspiracji ludźmi). Skrypt mi skanuje pewne rzeczy w necie i jak mam czas/wolę to zareaguję/odpiszę. A że mam mam czasem problemy z bezsenności, szczególnie weekendami, to też robię to później, niż wcześniej. Ale jednak domagam się odpowiedzi i reakcji, pewnie że względu na osobowość reaktywną. Zastanawiałem się dlaczego czytam tego bloga, forma i treść jest ok, ale zazwyczaj szukam czegoś ekstra. Dochodzę do wniosku iż, szukam czegoś co mi pomoże w wychowaniu dwóch córek, na mocnych ludzi, a moja droga niekoniecznie musi być słuszna 🙂 Także widzę tu jakiś inny punkt widzenia w wielu aspektach na świat, co kiedyś zaznaczyłem, ale zostało to inaczej zinterpretowane niż moja myśl pisząca ówczesnego posta 🙂 Nie lubię poprawności politycznej, statystyka pokazuje jedno, jak spotykam kobietę, to zazwyczaj będzie grała gorzej w szachy ode mnie, szybciej się zgubi, ale będzie miała większą cierpliwość do moich emocji, raczej mnie nie okradnie, może rozkocha bez zrozumienia (słynny wśród mężczyzn friendzone bez zrozumienia ;)) ale jest wielka szansa że mnie nie zabije 🙂 Także podoba mi się to pomieszanie konserwatywnosci z nowocześcią, które tu widzę, im jestem starszy tym więcej staram się uczyć, a najważniejszą sentencją, którą usłyszałem podczas mojej kariery rodzica, była taka, że dzieci nie są takie, jakie chcemy żeby były, tylko takie jakimi nas widzą. Jako ojciec dwóch, cudownych córek, głęboko wierzący w tę sentencję mam problem. Jak być przykładym mężczyzną by córki zostały dobrymi kobietami 🙂

    1. Drogi Berbelek
      Blog oczywiście żyje, może nawet wraca do życia w jakiś sposób. Twój ostatni komentarz do posta „Dziś walczymy o las za blokiem” nosiłam w sobie przez ostatnie tygodnie. Chciałam się do niego odnieść z odpowiednią uwagą, lecz obowiązki dnia codziennego pochłaniały mnie bez reszty. Wnosisz ciekawy pierwiastek męski w swoich komentarzach i uwierz, że Twoje uwagi są dla mnie cenne i w jakiś sposób dają nadzieję na sens tego co piszę.
      Nigdy wcześniej nie postrzegałam siebie jako osoby „nowoczesno-konserwatywnej” i zastanawiam się jak wywnioskowałeś taką tezę na temat moich poglądów. Im więcej jednak o tym myślę tym bardziej dostrzegam trafność tego opisu. Piszesz o wielu ciekawych kwestiach, do których spróbuję się odnieść.
      Jak chodzi o „walkę o las za blokiem” rzeczywiście tekst jest emocjonalny. Pisanie pomaga mi się troszkę z tymi różnymi emocjami rozprawić, gdyż uważam że to tylko odpowiednia mieszanka rozumu i emocjonalności zapewnia w miarę obiektywne spojrzenie na rzeczywistość. Trudno jest funkcjonować będąc nadwrażliwcem, gdzieś jednak upust tej emocjonalności należy dać. Kiedyś tworzyłam obrazy, lecz na ten czas słowo pisane jest najlepszą formą wypowiedzi.
      Staram się wyważać swoje poglądy i opinie, bo mam skłonność do emocjonalnych reakcji. To pewnie wina któregoś z płatów mózgowych wykształconych tak w wyniku ewolucji. Prawdopodobnie moje przodkinie piastujące potomstwo dołożyły się do takiej pamięci genetycznej. W wyniku przeanalizowania różnych kwestii pisząc, nabieram często dystansu do spraw, które jeszcze niedawno wydawały mi się miażdżące. Prawdopodobnie jest to tzw. „emocjonalność refleksyjna”, czyli ta wyższa od „emocjonalności automatycznej”. Mam nadzieję, że w ten sposób staję się lepszą wersją siebie sprzed wczoraj.
      Sama siebie pytam codziennie jak stać się kobietą, którą będzie chciała być kiedyś moja córka. Jak stać się kobietą, która będzie punktem odniesienia dla mojego syna. Zgadzam się z tym co napisałeś: „(…) dzieci nie są takie, jakie chcemy żeby były, tylko takie jakimi nas widzą. „To powinno nas motywować do stałego rozwoju i poszerzania horyzontów. Dokładnie tak samo odbieram rodzicielstwo, tym samym szukając wciąż odpowiedzi na pytanie „jakim chcę być człowiekiem”. Przygotowuję się tym samym do trudnych rozmów, które czekają mnie wkrótce z dziećmi. Ba! Ja już pierwsze mam za sobą, a to dopiero początek.
      Bloga założyłam także po to, aby mieć odzew ze strony czytelników i konfrontować z nimi swoje spostrzeżenia, co zarazem pozwala mi spojrzeć na wiele spraw z innego punktu widzenia.
      Faktycznie, jako młodsza kobieta miałam bardzo „nowoczesne” poglądy, szczególnie z uwagi na rolę kobiety we współczesnym świecie. Spotkałam się wielokrotnie z szowinizmem i arogancją ze strony starszych mężczyzn i to pewnie kształtowało mnie tak a nie inaczej. Z wiekiem moje poglądy łagodnieją,nie są już tak skrajne, a wręcz skręcają w stronę konserwatywną jak zauważyłeś. Świadczy o tym pewnie wiele czynników, takich jak uwarunkowania zewnętrzne, doświadczenia i jak mniemam nieceniona w tym procesie jest rola mojego partnera.
      Z tego punktu widzenia warto zauważyć, że jeszcze kilka lat temu za Twoją uwagę o tym,że kobiety statystycznie częściej przegrywają w szachy byłabym w stanie się obrazić. Dzisiaj uśmiecham się tylko, bo sprawdziłam statystyki. Niezaprzeczalnie wciąż nie jesteśmy równym partnerem w szachach. Jako ciekawostkę opowiem Ci o Kasparowie. W 1989 r. w wywiadzie dla Playboya wyznał, że szachy to nie jest gra dla kobiet. Generalnie słynął on z mało motywujących uwag dla przyszłych szachistek. Powiedział wręcz, że istnieją prawdziwe szachy i szachy kobiece. W 2002 r. w 42 ruchach pokonała go Judit Polgar, węgierska szachistka. Po tej walce Kasparow zmienił ton wypowiedzi na łagodniejszy. Uznał on fakt, że kobiety mogą być równym przeciwnikiem, choć statystycznie jest mało prawdopodobne aby kobieta wygrała mistrzostwa świata, gdyż jest to jeszcze bardzo długi proces.
      Z czego wynika taka a nie inna sytuacja? Czy nie z tego, że oprócz osobniczych predyspozycji do multitaskingu życiowego ( patrz-kobieta istota wielofunkcyjna, rodząca, pracująca, mająca relatywnie mało czasu na pasje i poświęcenie hobby ) nie dochodzi jeszcze fakt popychania chłopców w stronę ścisłych przedmiotów? Oczywiście wyjątek potwierdza regułę i po Judit Polgar nie było długo nikogo aż do czasu Hou Yifan zajmującej na liście 100 najlepszych graczy świata jako jedyna kobieta miejsce 64. (stan na rok 2017, gdyż informacje mam z artykułu z „The Telagraph” z dn.02.12.2017r. ).
      Myślę, że „przykładny” mężczyzna nie podcina skrzydeł córce i dba o jej rozwój w przedmiotach ścisłych równie mocna jak dbałby u syna.Uważam, że jeśli nie wykazuje ona naturalnych talentów kulinarnych,nie interesuje się nadmiernie piastowaniem porządku,jest z tym ok. W moim odczuciu takie rzeczy przychodzą w swoim czasie naturalnie. Natomiast to, co da córkom prawdziwą siłę i poczucie wartości, to solidna edukacja. Ciekawa jestem jak widzisz to, o czym napisałam. Pozdrawiam serdecznie Berbelek

  3. PS. Tak patrzę na datę ostatniego posta i mam obawy czy ktoś to przeczyta, youtube jednak pod względem interakcji wygrywa z bloga i Facebookiem (całe szczęście, bo tam treść się marnotrawi). Jak coś, to proszę o namiary na jakieś nowoczesno-konserwatywne kobiece spojrzenie na świat 😉

    1. Droga Autorko,
      zacznę od końca Twojej wypowiedzi. Córeczki są malutkie, jedna zaczyna raczkować, druga zaczyna stosować bezwzględną logikę dziecka wobec rodziców :). Zupełnie czego innego się obawiam, niż tego do czego się odniosłaś, nie chcę narzucać swojej córce (mowa o starszej, młodsza póki zajęta jest zwiedzaniem podłogi) tradycyjnych ról, bardziej staram się wydobyć z niej zdolności analityczne, kopię z nią piłkę, czasami się siłuję, staram się trzymać logicznych, stałych, zasad domowych, by stworzyć jej łatwiejszy, klarowny świat. A za jedną z porażek uważam, że jej ulubionym kolorem stał się różowy… 🙂 Chciałem z tym zawalczyć, nie podobało mi się to, że moja córka pójdzie tym schematem od dziecka, proponowałem przecież piękniejsze odcienie niebieskiego i zielonego, ale niestety nie dałem rady, wszystko co dostawała od rodziny było różowe, rodzina nawet wyboru wielkiego w sklepie nie miała i moja córka uwielbia ten kolor, który, moje poczucie estetyki zupełnie odrzuca (przyznaj, z różowym jest coś nie tak). Dlatego też pisałem o inny punkcie widzenia, przedstawionym na tym blogu, córka nie musi iść moją drogą, a ja muszę to zrozumieć.
      Teraz o kobietach, czytając Twoją wypowiedź wpadł mi do głowy pewien pomysł. Jestem fanem (jakkolwiek to brzmi, można lubić pewien rodzaj wykresu) rozkładu normalnego (Gaussa), jest to wykres za pomocą, którego można przedstawić wszystko w statystyce (a więc również w socjologii). I z tymi różnicami między kobietami, a mężczyznami (teraz moja teoria), jest tak, że jest to po prostu pewne przesunięcie w rozkładzie normalnym. A więc, możemy wykres przesunąć o jedną dziesiątą procenta i wtedy faktycznie będzie tak, że np. najlepsza szachistka może maksymalnie wejść do drugiej pięćdziesiątki najlepszych szachistów, ale z jednostkami wybitnymi nie da rady. Czy to uprawnia nas do twierdzenia, że mężczyźni są lepszymi szachistami? Matematycznie tak, ale w praktyce nie do końca, bo przecież, to że jest parę wybitnych jednostek lepszych niż wszystkie kobiety, nie znaczy, że Jan Kowalski nie zostanie pokonany przez Annę Nowak.. Przykład szachistów jest ekstremalny i mało znaczący, możemy się również odnieść do przykładu przestępstw i zbrodni, tu kobiety są po stronie społeczeństwa, agresja jest wielokrotnie mniejsza i są to dużo większe różnice niż między rasami, uważam że to podstawowa dziedzina naszego życia, która zbyt rzadko jest podkreślana, zbyt mocno środowiska feministyczne skupiają się np. na nazewnictwie, a zbyt rzadko na tym, że kobiety są ostoją bezpieczeństwa w społeczeństwie.
      Od urodzenia moich córek, mam wiele przemyśleń, dotyczących feminizmu, choć staram się odnosić do każdego tematu osobno, nie kierując się schematami (temat na inną dyskusuję). Od kogoś bardzo mądrego ostatnio usłyszałem, że odpowiedź na każde pytanie brzmi: „To zależy od…”. Także staram się nie uogólniać, ale jednak krzykliwy feminizm nie przypadł mi do gustu, negowanie roli matki, często przez kobiety które o tym pojęcia nie mają, jest bardzo krzywdzące, w wielu polskich rodzinach to matki są głowami rodzin, to one trzymają w ryzach rodziny. Jak czytam, że bycie matką, żoną to jest jakiś pręgierz, to podnosi się we mnie bunt, bo widzę te wszystkie kobiety w mojej rodzinie, które naprawdę od siebie wiele dały, by wykształcić innych ludzi na Ludzi. No ale ja uważam, że wychowanie dziecka (które statystycznie jest większym udziałem kobiety) to jednak najtrudniejsza, najważniejsza i najbardziej ambitna praca jaką człowiek może mieć. Nie każdy musi się ze mną zgadzać, ale w tym temacie akurat nie ustąpię :).
      Zgadzam się w 100% że podstawą w wychowaniu dziecka, w moim wypadku dziewczynek, jest edukacja. Tylko, że to bardzo szerokie pojęcie. Jeśli byśmy je ograniczyli do samej edukacji szkolnej, to zdecydowanie za mało. Podstawą jest kształtowanie wysokiej samooceny. Wiadomo, że taka samoocena może dać dwie kontrastowe postawy, ale jej brak, zawsze będzie porażką. Wysoka samoocena, rodzi asertywność, a to podstawa w życiu samodzielnej kobiety. Dodatkowo staram się wykształcić w córce pewną nieufność i zdolność do oceny ryzyka (to zazwyczaj cecha męska, bo to mężczyzna przez wieki zajmował się ochroną stada), to się przyda tak czy inaczej, byleby nie przesadzić i nie pójść w fobie. No i panowanie nad emocjami, choroba dzisiejszych czasów i dzieci, z tego jestem dumny, bo to niesamowite jak dwulatka stosuje ćwiczenia oddechowe by się uspokoić, tego brakuje dorosłym ludziom. Jednocześnie wiem, że wiele mi brakuje, mam za mało cierpliwości i kluczem do szczęścia i mądrości dziecka jest szczęśliwy i poszerzający swoje horyzonty rodzic.
      Konserwatyzm to nic złego, tego się nie wstydź, pewne rzeczy odkryto już tysiące lat temu i są uniwersalne, nie zawsze trzeba być nowoczesnym, czasami wystarczy przeczytać Senekę czy Marka Aureliusza by zobaczyć, że ludzie wiele się nie zmienili od 2000 lat. Mając szczęśliwe dzieciństwo, powielamy pewne schematy od naszych rodziców, co oni, słusznie, poczytają sobie za własny sukces i to jest pewien konserwatyzm, czyż to nie pozytywne?
      Przeczytałem Twoją odpowiedź około tygodnia temu, zaimponowała mi. Wspominałem, że wiele oglądam i czytam w internecie, starając się zapisywać najważniejsze rzeczy dla siebie, ale większość twórców (w sumie sami mężczyźni) nastawiona jest na rozpowszechnianie swojego kontentu, bez większej interakcji z odbiorcą. Odniosłaś się dokładnie do mojej wypowiedzi, za co jestem wdzięczny, bo bardzo lubię interakcję typu treść-treść, bez gombrowiczowsko-dukajowskiej formy, wtedy można się skupić na esensji, bez niepotrzebnych zakłóceń 🙂 Przez cały tydzień chciałem odpisać, ale jakoś się nie udawało (co skłoniło mnie do ciekawych wyjaśnień i poszukiwań), ale dziś córki zmusiły mnie do kolejnych kłopotów ze snem, a jak przejdę swoją porę zasypiania, a narzuciłem sobie rygor wstawania o 5 rano, to później już mi ciężko zasnąć, także przynajmniej w ten sposób spożytkowałem ten czas. Jutro zostaje mi kawa, bieganie i sprzątanie, mózg nie pozwoli na więcej, ten post będzie jego ostatnim wysiłkiem 🙂

      PS Malować nie potrafię, więc ciężko byłoby mi wyrazić tym siebie, bo to byłby straszny obraz, ale pisanie pomaga, gdzieś przeczytałem, że warto zapisywać codziennie przynajmniej jedno zdanie dla siebie, gdziekolwiek. Choć nie zawsze się udaje, to staram się to robić i fajnie się to czyta dla siebie. Utrwalanie własnych myśli jest bardzo ważne, za 20-30 lat nie będziemy w stanie pamiętać jacy byliśmy, ale nasze zapisane myśli będą w stanie nam to przybliżyć, także pisz jak najwięcej, bo warto.

      PPS Zauważyłem opcję subskrypcji (straszne słowo) na Twoi blogu, także się zapisuję, zostawiam tam swojego maila, w razie pytań dotyczących mojej prywatności, której nie chciałbym opisać publicznie (bo takich opisów staram się unikać publicznie, nie wiem co dzieci mi zarzucą za 15 lat:)).

      PPPS Pisz, bo wartość zawsze się obroni, nawet jak ma się 5 odbiorców. Bo jeśli cokolwiek co napiszesz, ktoś wdroży w swoje lub swoich dzieci życie, to nie jest tego warte? Moim zdaniem jest bezcenne. To ma sens nawet biologiczy, bo podobno swoim zachowaniem potrafimy wzbudzać (lub nie) pewne geny w swoim organiźmie.

  4. Dziękuję Ci za arcyciekawą wymianę spostrzeżeń. Szalenie się cieszę z subskrypcji :D. Mam nadzieję do rychłego przeczytania, a może nawet posłuchania – gdyż pracuję nad pierwszym podcastem. Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *