“The Affair”- serial o subiektywności naszych wspomnień

Przyznam się, iż natrafiłam na „The Affair” przypadkiem. To była sobota, a ja miałam prasować. Robię to naprawdę tylko wtedy gdy muszę, gdyż jest to jedna z najbardziej znienawidzonych przeze mnie czynności domowych. Mój wewnętrzny tłumiony nihilista buntuje się przeciw wygładzaniu rzeczy, które i tak zaraz się pogniotą. Niektórzy lubią mieć ubrania gładkie i równo ułożone, podczas gdy ja nie mogę oprzeć się wrażeniu, że sprawy związane z porządkiem pomagają im utrzymać równowagę umysłową. Cóż, każdy ma swoje odbojniki – osobiście szukam równowagi wewnętrznej przeglądając się we wszelkiego rodzaju wytworach kulturalnych człowieka. Cierpię z tego powodu na wieczny niedoczas i chaos. Niemniej nadszedł dzień prasowania, gdyż jak wiadomo nie jesteśmy samotnymi planetami lewitującymi w czasoprzestrzeni i czasem robimy rzeczy których nie lubimy. Jedynym ratunkiem na taką sytuację jest zajęcie czymś interesującym mózgu. Szukałam na Netflixie wówczas czegoś dla odmiany nie – kryminalnego, nie – szwedzkiego i najchętniej niezobowiązującego emocjonalnie. W oczy rzucił mi się tytuł “The Affair”. Przeczytałam krótką zajawkę na temat treści i uznałam,że w sumie nigdy nie oglądałam żadnego serialu o romansie. Ominęła mnie gorączka “Chirurgów”, a “Beverly Hills” w ogóle w to nie wliczam. Przy prasowaniu tematyka wydała mi się strawialna. W tym miejscu należy zrobić długą pauzę.

 

Jak wiadomo życie nie jest pasmem ekscytacji

Cytując słowa piosenki z popularnego polskiego serialu jest raczej nowelą której “nigdy nie masz dosyć, wczoraj biały, biały welon, jutro białe, białe włosy”. Odcinki należące do kategorii dłużyzn przeplatane są dojrzewaniem, pierwszymi miłościami, potem pracą. Rodzą  się dzieci, mamy coraz więcej na głowie i to, do czego kiedyś zmierzaliśmy, o czym kiedyś marzyliśmy często schodzi na drugi, trzeci, czwarty plan. I bam. Właśnie się zestarzeliśmy. Odwieczny dylemat poszukiwania balansu między życiem rodzinnym a wewnętrznymi pragnieniami i ambicjami ostatecznie dotyka większości z nas. Na takim etapie poznajemy głównego bohatera. 

Noah Solloway jest artystą czekającym na swój czas

Czas pomiędzy wypełnia mu nauczanie młodzieży i wychowywanie z żoną czwórki dzieci. Generalnie można powiedzieć, że jego życie wygląda na udane. Mieszka sobie na przedmieściach Nowego Jorku w zacnej kamienicy z ogarniętą żoną. Jest gościem któremu można zazdrościć. Serial zaczyna się w momencie wyjazdu rodziny na wakacje do bogatych teściów. Wyczuwamy pierwszy zgrzyt. Wakacje na garnuszku nielubianego teścia nie są bynajmniej spełnieniem marzeń. Potem jest tylko gorzej. Noah tuż przed wyjazdem szuka nastoletniego syna i znajduje go w tragicznych okolicznościach. Nagła zmiana charakteru opowiadania to tylko początek uczty, którą serwują nam twórcy serialu. Ten zwrot akcji symbolizuje rysę na obrazie rodziny i tego, jak sobie ją zdążyliśmy zwizualizować. Gdy dochodzi do tytułowego romansu głównego bohatera i przypadkowo napotkanej kelnerki z letniskowej miejscowości, pytania zaczynają się mnożyć. Jak to możliwe, że tak typowo rozwija się akcja? Czy to prawdopodobne, aby atrakcyjnego, dojrzałego faceta mogła tak zakręcić przeciętna laska z nadmorskiego baru? Czy to wogóle możliwe, aby ten romans rozpoczął się praktycznie na oczach czwórki jego dzieci i niczego niespodziewającej się żony? Nim odpowiemy sobie na te pytania, okaże się iż staniemy się po chwili świadkami historii okiem Noah. Perspektywa jego kochanki – Alison, będzie zgoła inna. Zaraz ją poznamy i okaże się, że pamięć płata nam figle i nieraz dwie osoby mogą opowiedzieć tą samą historię w zupełnie inny sposób. 

Dlaczego ona, dlaczego tak bardzo mi nie pasuje? 

To pytanie zadawałam sobie od samego początku. Nie kupowałam jej. Z czasem jednak coraz bardziej rozumiałam dlaczego właśnie tak została wykreowana. Ta bohaterka stoi w opozycji do lekko nadętego świata nowojorskich burżujów kupujących „mydełka konopne”. Jest bliżej przyrody, bliżej ziemi, uosobieniem jakiegoś pierwotnego erotyzmu, który nakazuje Noah wciąż ją wydobywać z wewnętrznego mroku. Choć nieraz nie umie się odnaleźć w “intelektualnych” pogawędkach, nie przeszkadza jej to rozbudzać seksualnych fantazji co rusz napotykanych mężczyzn. Mam także wrażenie, że nie jest ambitna w nowoczesnym tego słowa rozumieniu. Gdy jednak poznałam jednak bliżej Helen, czyli zdradzoną żonę Noah, zaczęłam podważać jej początkowo przypisywane kompetencje. Owszem, jest wygadana i na bieżąco z nowościami wydawniczymi. Czy to jednak nie przypadkowa zasługa pochodzenia, uwarunkowań rodzinnych i koneksji? Czy nie jest przypadkiem tak, że ta niezależna Helen dokonała gdzieś w przeszłości nie do końca trafnego wyboru partnera na życie? Próbując wyleczyć go z dawnych traum stała się bardziej jego opiekunką i psychoterapeutką? A on chciał być poprostu fajny. Chciał być doceniony w tej swojej beznadziei,  w tej szarzyźnie niespełnienia osobistego w której utknął. 

Dlatego nasz bohater spotyka inną kobietę, która idealnie te deficyty wypełniła

Nie zdradzę Wam, jak potoczy się historia tych dwojga, wyznam jednak że nie będzie to droga usłana różami. Dwoisty styl narracji „The Affair” – ukazujący subiektywność wspomnień dodaje serialowi psychologicznego sznytu i angażuje nas podwójnie. Gdy porównujemy bowiem to samo spotkanie Noah i Alison w nadmorskiej restauracji,okazuje się, iż każde z nich zupełnie inaczej je pamięta. Od widza i jego spostrzegawczości będzie zależało, ile szczegółów i jakich jest w stanie dostrzec. Początkowo jest dość typowo. On widzi w niej seksowną laskę w mini-sukience. Ona pamięta siebie z kolei jako smutną i rozczochraną. On pamięta, że dzieci były normalne,a ona pamięta rozkapryszoną nastolatkę. Wraz z rozwojem akcji różnice są coraz subtelniejsze. Ona pamięta lekko upokarzającą scenę miłosną, on wspomina w niej siebie jak najlepszego kochanka. Widzimy inaczej zapamiętane wnętrza, sytuacje, emocje. Do nas należy odpowiedź z czego one wynikają. Czy to zwykła subiektywność wspomnień, czy potrzeba nadania innego sensu wydarzeniom? 

Historia tych dwojga toczy się niejako w tle zagadki kryminalnej

Toczy się przesłuchanie w sprawie wypadku, lecz nie wiemy ani czyjej, ani w jakich okolicznościach nastąpiła. Wątki stają się coraz gęstsze i z czasem stajemy się obserwatorami perspektywy innych osób, między innymi małżonków Noah i Alison. Buduje to bardzo interesującą dla nas perspektywę wydarzeń. Ten styl opowiadania pozwala nam bardzo empatycznie potraktować bohaterów i nie pozostawia możliwości sztywnego, krzywdzącego osądu. „The Affair” przesycone jest pożądaniem, miłością, a także pytaniami o wartościami rodzinne. Między innymi o to, czy nagłe uczucie do drugiego człowieka jest wystarczającym powodem ku temu, by zostawić za sobą całe dotychczasowe życie. Kolejne brzmi, czy taki powód w ogóle obiektywnie istnieje i na ile sztywne społeczne konwenanse oddalają nas od samospełnienia i czy takie jest możliwe?

Stawia pod znakiem zapytania powinności wobec małżonka i dzieci, udowadniając jak krucha jest nieraz równowaga wewnętrzna jaką zdajemy się osiągać. Poddaje także w wątpliwość jakąkolwiek celowość podejmowanych przez nas kroków. Wnioski nie są optymistyczne. Ukazują człowieka jako wiecznie szamotanego przez wewnętrzne demony, przytłoczonego traumami przeszłości. Nie pozostawiają nadziei na ucieczkę przed samym sobą.

Na przełomie sezonu drugiego i trzeciego mówię, że naprawdę warto polubić się z tym serialem produkcji Showmax i potraktować jak bezpieczną wycieczkę w najskrytsze zakamarki duszy.

Być może zainteresuje Cię wpis o serialach skandynawskich. Zapraszam tu: https://panidoktorowa.pl/skandynawskie-seriale-ktore-polecam/

 

Może Ci się spodobać:

3 komentarze

  1. Od początku mnie ten serial wkurzał, ale też wciągał za sprawą dobrze wykreowanych postaci. Realistycznych. Niedostępnych. Pobieżnie niezrozumiałych. W rzeczywistości są bardzo spójne w kreacji, choć nieprawdopodobne i naciągane mniej uważnego dla kinomana. Dokładnie rak, jak to napisałaś.
    Obie kobiety Noah mają rybią górną wargę, zauważyłaś?

    1. Głównie w oczy rzucała mi się górna warga Alison.Widzisz, może to też jakiś podprogowy podtekst erotyczny.Zresztą muszę powiedzieć, że wraz z malejącą irytacją w stosunku do Alison coraz mniej zwracałam uwagę na te usta :D. Natomiast Irene Jacob ze swoją wysmakowaną, dojrzałą urodą w tym towarzystwie nadaje niespodziewanego tonu.Jak ją odbierałaś?

      1. pani profesor była chyba jedyną ciekawą postacią w tym serialu. nienaciąganą. no i gra aktorska pasująca do roli idealnie. mam wrażenie, że tam nie pasowała, a jednak pozostawił wspomnienie innej jakości. nie mogę za to znieść wątku córki cole’a i alisson (nawet nie zapamiętałam jej imienia). jest słaby, sztuczny, a ona sama sztywna i bez wyrazu jak mało kto.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *